czwartek, 25 maja 2017

Katowice w 2 godziny

Ostatnio bardzo modne stały się wszelakie zagadnienia związane z rozwojem osobistym. Z każdego zakątka Internetu wyskakują cytaty motywacyjne, obcy ludzie mówią jak powinno wyglądać MOJE życie, co powinnam zrobić, by osiągnąć szczęście lub by zostać milionerem... A ja się pytam skąd oni mogą to wiedzieć? Przecież mnie nie znają! Nie wiedzą co sprawia mi radość, a co mnie zasmuca, jak wygląda mój dzień, jaki mam bagaż doświadczeń, jak zostałam wychowana itd. A przede wszystkim nie zamienili ze mną ani słóweczka. Przemierzając bezkresną otchłań wirtualnego świata, dowiedziałam się między innymi, że jestem bardzo top trendy, ponieważ staram się uprawiać coś dumnie nazwanego „slow life”. Nurt ten propaguje życie w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami, skupienie się na tym co ważne i cieszenie się chwilą. Nie potrzebuję fikuśnej nazwy, by stwierdzić co jest dla mnie istotne, ale czasami zdarza się tak, że mimo usilnych starań wrzucania na luz, muszę biec i nie mam wpływu na to, co mnie spotyka. Jestem uzależniona od różnych warunków zewnętrznych - od ludzi, od matki natury itp... W przeciągu ostatniego miesiąca nałożyło się na siebie kilka takich czynników, czas mnie nie rozpieszczał, byłam tutaj mało aktywna, a i telefoniczne wyprawy nie należały do najdłuższych. I dlatego zrodził się pomysł na post o wyprawie instant, takiej (cytując reklamę Lidla) „to go”. Więc jeżeli tak, jak ja zbłądzicie w okolicach Katowic, a wasz zegarek będzie wskazywać dwie godziny wolnego czasu to zachęcam do szybkiej wyprawy śladami robotników i przybyszów z innej planety.

wtorek, 11 kwietnia 2017

Twierdza Srebrna Góra


Należę do osób spokojnych, cierpliwych i wyrozumiałych, ale czasami szlag mnie jasny trafia, a moje wewnętrzne „ja” chce się przemienić w małą i wredną pchłę...

Zacznijmy jednak od początku. W pierwszy weekend kwietnia, w całe Polsce obowiązywała akcja „weekend za pół ceny”. Polega ona na tym, że w określone dni możemy skorzystać z rabatów przy zwiedzaniu atrakcji turystycznych, rezerwowaniu noclegów bądź zamawianiu posiłków w restauracji. Jako kobieta jestem wyczulona na wszelkie promocje. Mój wewnętrzny radar namierza każdy upust, a komentator w głowie powtarza, że grzechem byłoby nie skorzystać. I jak tu nie ulec pokusie? Szybko przeklikałam listę atrakcji za pół ceny i obrałam cel – Twierdza Srebrna Góra. Dotychczas słyszałam różne komentarze na jej temat. Część znajomych była zachwycona. Inni stwierdzili, że nic specjalnego. Nadszedł czas by przekonać się na własnej skórze.

środa, 29 marca 2017

Podgórze - Góra Barbarka - Stara Lokomotywownia - Cerkiew pod Wezwaniem Wszystkich Świętych


„Stoi na stacji lokomotywa,

Ciężka, ogromna” lecz pot z niej nie spływa:

Rdzewieją żeliwa!

 
Gdy byłam małą dziewczynką miałam okazję „prowadzić” lokomotywę z Dworca Głównego na Dworzec Szczawienko. Specjalnie użyłam czasownika w cudzysłowie, ponieważ jest on mocno przerysowany. Prawdą jest, że przesiedziałam całą trasę wraz z maszynistą w kabinie sterowniczej, posłuchałam historii o tym do czego służą poszczególne przyciski i dźwignie, a na koniec wycieczki dostąpiłam zaszczytu zrobienia „tu tuu”. Wydanie sygnału dźwiękowego przez pociąg było największą atrakcją wycieczki i myślę, że gdybym współcześnie mogła sunąć po torach lokomotywą, wzbudziło by to we mnie taki sam entuzjazm... Uśpione dziecko, tylko czeka by je obudzić, więc chyba czas wybrać się na wyprawę do Jaworzyny Śląskiej?... Może kiedy indziej, dzisiaj zabiorę Was za to, za tory Dworca Głównego w Wałbrzychu do starej lokomotywowni, dwóch wież ciśnień, nad staw dla amatorów wędkarstwa, sztolni Ernestine i na szczyt Góry Barbarka (635m.n.p.m.).

czwartek, 16 marca 2017

Bieszczadzkie klimaty

Gdy niedźwiedzie budzą się ze snu zimowego, a wierzby obłażą kotkami, w moim ciele ożywają krwiożercze synapsy, które niczym zombie mózgu pragną WAKACJI. Jestem jak przeciętny mężczyzna myślący o seksie, 18 razy dziennie w mojej głowie pojawia się wizja mitycznych 10 dni spędzonych z dala od domu. W tym roku jest nie inaczej, marzę o tym by rzucić wszystko i wyjechać w hmmm Bieszczady?!… Nie… Bieszczady rządziły w 2016 roku, ale jak tu się im oprzeć – wspomnienia pojawiają się same.

sobota, 18 lutego 2017

Muzeum Porcelany w Wałbrzychu


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żył sobie niezwykły jegomość. Na pierwszy rzut oka cichy i skromny, taki jakich wielu w całej Polsce. Jednak pod warstwą pozorów skrywał ogromną siłę, która pozwalała mu przezwyciężyć wszystkie przeciwności losu. Swą moc czerpał z daru niebios, jakim było posiadanie dwóch różnych nóg... Stwierdzicie, że nie ma w tym nic nadzwyczajnego, przecież każdy ma dwie inne nogi – lewą i prawą; ale kończyny naszego bohatera były wyjątkowe - jedna zbudowana z czarnych kamieni węgielnych, druga z białych kawałków porcelany. Celem życiowym owego jegomościa było dbanie o lokalną społeczność. Zapewniał pracę, troszczył się by każdy miał co do garnka włożyć i gdzie spać. Ludzie byli zadowoleni, a on sumiennie wypełniał swoje obowiązki.

Pod koniec XX w., gdy nasz bohater nie był już pierwszej młodości i ewidentnie podupadł na zdrowiu, w mieście pojawił się jego arcywróg – bardzo zły człowiek. Jego imię brzmiało Restrukturyzacja i budziło powszechny strach. Jegomość postanowił stawić czoło swojemu przeciwnikowi, jednak nie miał wystarczającej mocy by pokonać czarny charakter. Nie pomogła nawet magia niezwykłych kończyn. Czary Restrukturyzacji po prostu były silniejsze... Nie będę pisać jak kończy się ta opowieść, ale chyba każdy się domyśla. Nadmienię jedynie, że nie jest to happy end.

wtorek, 14 lutego 2017

Waligóra – mój prawie Mount Everest

Jestem turystą-amatorem. Nie boję się zmęczyć ani pobrudzić, jednak daleko mi do wzoru górołaza. Stawiam na wygodę i prostotę. Uważam, że zwykłe adidasy wystarczą by wyruszyć na podbój świata (oczywiście czasami dodatkowe wyposażenie jest wskazane – o czym przeczytacie dalej). Posiadam za to wyobraźnię, która nie pozwala mi iść, tam gdzie braki w umundurowaniu bądź w sprawności fizycznej, mogą mieć wpływ na to czy cała wrócę do domu. Dlatego daleko mi do pewnego rycerza ortalionu, który w dresach i cichobiegach zdobywał zimowe Tatry (koniecznie poszukajcie filmiku na yt)... ale czasami daję się ponieść fantazji. Tyle tytułem wstępu. Czas na wyprawę, która rozpoczyna się śniegiem sięgającym po pas, a kończy ociepleniem klimatu. 

niedziela, 8 stycznia 2017

Nowy Rok - Przełęcz Jugowska - Rymarz

Nowy Rok to niezapisana karta. Robimy plany i wyznaczamy cele. Chcemy by nadchodzące 365 dni było lepsze od poprzednich. Niektórzy uważają, że nie warto niczego zakładać, ponieważ życie jest zbyt nieprzewidywalne. Po części zgadzam się z tym poglądem, ale wiem też, że człowiek potrzebuje zmian - dobrych zmian. Noworoczne postanowienia są iskierką nadziei, czymś co pozwala zmienić rzeczywistość. 

Mój plan na 2017 rok nie jest zbyt wyszukany. Nie chcę rzucić palenia, schudnąć parę kilko, bądź zdobyć Mount Everestu... Jedyne czego potrzebuję to być szczęśliwą... Szczęście to wolność, możliwość bycia sobą, to grono najbliższych osób, to proste rzeczy i ulotne chwile. Dlatego Nowy Rok spędziłam celebrując szczęście - nie ma nic bardziej magicznego niż zachód słońca w górach. 

Nie będzie teraz opisu wyprawy, jedynie kilka zdjęć. Mam nadzieję, że poczujecie na skórze i w sercu ciepło promieni słonecznych.
Życzę Wam, aby 2017 stał się rokiem, w którym znajdziecie swoje szczęście. 

piątek, 30 grudnia 2016

Wałbrzych - zima za dnia

Zima nie sprzyja Telefonicznym Wyprawom. I nie chodzi o to, że temperatura za oknem odstrasza stworzenia ciepłolubne, ale o to, że dzień krótki. Idę do pracy - ciemno. Wracam z pracy - ciemno. Jednak dzisiaj los mi sprzyjał i mogłam podziwiać słoneczne i mroźne przedpołudnie. Dzielę się z wami tym, co urzekło moje oczy. 

Zdjęcie nr 1. Staw koło szybu "Chwalibóg" - Stary Zdrój.