Strony

piątek, 17 czerwca 2016

Trochę o mnie, o powstaniu bloga i o tym co tutaj znajdziecie

Cześć,
nazywam się Weronika. Jestem kobietą: mam piersi, zmienne nastroje i nic nie dynda mi między nogami... chociaż nie jestem pewna czy w dzisiejszych czasach jest to jeszcze wyznacznikiem różnic między płciami ;) Lubię smętną muzykę, książki kryminalne, absurdalny humor i piękne widoki - nie tylko te monumentalne, ale też niezwykłe obrazy zwykłej rzeczywistości. Uważam, że piękno tkwi w prostocie. Nie mam jednak na myśli płótna przedstawiającego czarną kropkę na białym tle sprzedanego za kilka milionów - to jest tylko objawem głupoty. Dla mnie znaczenie ma jedynie to co widzimy, słyszymy, jaki zapach dociera do naszych nozdrzy, jakie emocje się w nas kryją, bo gdy pamięć zacznie zawodzić pozostaną w nas tylko odczucia związane z osobą, miejscem bądź sytuacją. Dlatego też robię zdjęcia – amatorskie, nie zawsze ostre lub właściwie wykadrowane, ale moje i przedstawiające to co w danej chwili mnie otaczało. Są one swoistym wyzwalaczem wspomnień. 
Mieszkam w mieście uważanym za „największy skansen w Polsce”, gdzie rzekomo jest sam smród, bród i ubóstwo. Nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, ponieważ tak uważać może jedynie osoba która w nim nie była i nie poczuła go każdą komórką ciała. Ale faktem jest że przez dłuższy okres go nie doceniałam, ponieważ w pętli praca-szkoła-dom mało było czasu na to by zwolnić tępo i po prostu rozejrzeć się w koło. Jednak przystając na chwilę zobaczyć można dużo starych kamienic, zabytków, drzew i gór. Miejsc magicznych, które pozwalają zapomnieć o rzeczywistości. 
W zeszłym roku z uwagi na ograniczony budżet musiałam zapomnieć o wakacjach. Wraz z partnerem szukaliśmy sposobu by bez kosztów coś zobaczyć i mieć namiastkę urlopu. I tak w naszych makówkach zrodził się pomysł, by zacząć zwiedzać miasto i okolice. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. Gdy mieliśmy trochę wolnego czasu, a pogoda dopisywała ruszaliśmy w teren, szlakami bardziej lub mniej znanymi. Z naszych wypraw wracaliśmy zmęczeni, ale i zadowoleni z masą zdjęć. Nie braliśmy ze sobą wielu rzeczy jedynie plecak z wodą i kanapkami i telefon (by mieć kontakt ze światem), a czasami tylko sam telefon, bo wyprawy były tak krótkie, że człowiek nie zdążył nawet zgłodnieć. To właśnie komórką uwiecznialiśmy, to co ukazywało się naszym oczom. 
Teraz zrodził się kolejny pomysł, by podzielić się z innymi tym co zobaczyliśmy. Dlatego zapraszam na mojego bloga http://telefonicznewyprawy.blogspot.com (jeżeli ktoś przetrwał mój rozwlekły wstęp to już wie skąd wzięła się taka nazwa – wszystkie zdjęcia umieszczane tutaj są mojego autorstwa, zrobione telefonem komórkowym), będzie on zbiorem wszystkiego co napisałam powyżej, czyli myśli i zdjęć ukazujących rzeczywistość, pokazującym, że w brzydkim mieście jest wiele pięknych miejsc, że czasami warto zejść z utartej ścieżki i że bez pieniędzy też się da... oczywiście wszystko to subiektywnie – moimi oczami.

Życzę miłych odczuć.



P.s. Tajemniczym miastem jest Wałbrzych :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)