Strony

wtorek, 20 września 2016

Kamieniołom - Przełęcz Kozia - Borowa - Zacisze Trzech Góry - ruiny Zamku Nowy Dwór


 
W związku z tym, że przez trzy dni na dworze pobrzmiewała pieśń deszczu i mgły, i jest to znak, że powolnymi krokami „Winter is coming”, chcę Wam podarować trochę słońca.

Największą popularnością, jeśli chodzi o miejsca turystyczne w naszej okolicy, cieszy się Karpacz i Szklarska Poręba. Turyści przybywają tam drzwiami i oknami bo jest gdzie pochodzić, są ładne widoki, a do tego co rusz lokale, w których można wrzucić coś na ząb. Ja natomiast zabiorę Ciebie na własne podwórko, do dzielnicy Wałbrzycha, która może nie kojarzy się zbyt dobrze, ale lubiącym piesze wędrówki ma sporo do zaoferowania. Mowa o Podgórzu. To tu zaczyna się kolejna wyprawa. Główny cel Borowa – najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich (853,3 m n.p.m.)



Auto zaparkowane na ul. Marii Skłodowskiej – Curie, a ja ruszam w drogę. Pierwszy check point to kamieniołom, który jest już widoczny z obwodnicy łączącej Śródmieście z Podgórzem. Wdrapanie się na niego nie stanowi żadnej trudności, chociaż idziemy ciągle pod górkę. Na trasie, którą wam przedstawię kamieniołom jest jedynym punktem, z którego możemy podziwiać panoramę wschodniej części miasta. Reszta drogi znajduje się wśród zieleni drzew.




Kamieniołom przechodzę górą, ścieżka dalej prowadzi do Przełęczy Koziej (653m n.p.m.), która od tego momentu staje się „Rzymem” (wszystkie drogi do niej prowadzą). Na lewo od tabliczki informacyjnej mamy 3 ścieżki: pierwszą można zejść do miasta, druga prowadzi na Borową, a trzecia do Jedliny Zdrój (tą będę wracać ze szczytu do przełęczy). Podejście pod Górę Borową jest wymagające, chociaż zejście też przyprawia o szybsze bicie serca. Każde drzewo na drodze to nasz przyjaciel, do którego można się przytulić. Co do drzew i ich obejmowania… Wiecie, że istnieje coś takiego jak dendroterapia i nie ma to nic wspólnego z dendrofilią … Przytulanie do drzew, w szczególności do brzozy, lipy oraz sosny poprawia nastrój i dodaje energii… Spróbowałam i chyba coś w tym jest bo nabrałam mocy by pokonać resztę drogi na szczyt. Na wierzchołku góry znajduje się tabliczka informacyjna z nazwą i wysokością. Tabliczka to zbyt duże słowo - kartka A4 z ręcznie napisanymi danymi. W zeszłym roku była drewniana, ale chyba musiała się komuś bardzo spodobać, bo już jej nie ma. Podejrzewam, że wisi nad czyimś kominkiem jako trofeum z wycieczki. Tak jak pisałam wcześniej zejście jest intensywne, ale szybkie:) U podnóża góry skręcam w lewo i wracam do Przełęczy Koziej, po drodze mijam kamień informacyjny Przełęczy pod Borową. Po dotarciu do węzła dróg skręcam w prawo, ponieważ jak stanowi szyld już za kilka metrów będzie trochę cywilizacji i zimne napoje...




  
Znacie to uczucie, że gdy coś robicie i usiądziecie chociaż na chwilę to ciężko jest się wam później zmobilizować do dalszego działania? Właśnie takie lenistwo ogarnęło mnie w Zaciszu Trzech Gór - naprawdę jest tam zacisznie. Panie właścicielki (mama i córka) przemiłe. Nie wiem czy można coś zjeść przychodząc z ulicy, ale na pewno nie uschniecie z pragnienia ;)

Po odpoczynku czas ruszyć do ostatniego punktu wędrówki – Góry Zamkowej i ruin Zamku Nowy Dwór. Wracam więc do Przełęczy Koziej i stamtąd żółtym szlakiem zmierzam do celu. Zamek powstał na przełomie XIII i XIV wieku, w skład zabudowań wchodził zamek górny, obwodowe mury obronne i dwa domy, obecnie widoczne są tylko fundamenty domów, pozostałości zamku i murów obronnych wraz z gotycką bramą wjazdową. Więcej informacji na temat Zamku Nowy Dwór znajdziecie tutaj. Zejście z Góry Zamkowej łączy się z ulicą Nowy Dom. Wracając do samochodu mijam budynek dawnego Browaru Zamkowego, który obecnie jest zamieszkały, ale nadal wygląda niezwykle. Dalej droga prowadzi pomiędzy opuszczonymi działkami. Pamiętam jak z 10 lat temu, to miejsce było pełne życia, działkowcy pracowali w pocie czoła pielęgnując swoje warzywniki bądź korzystali z kąpieli słonecznych. Teraz wszystko porośnięte chwastami niszczeje, nawet ogrodzenia z siatek stalowych zostały skradzione…






To już koniec tej wędrówki... Możecie się zastanawiać dlaczego na początku wpisu wspomniałam o Karpaczu i Szklarskiej… A no dlatego, że nie trzeba wyjeżdżać za miasto, siedzieć ponad 2 godzin w samochodzie, by aktywnie i w pięknych okolicznościach przyrody spędzić dzień. Wyprawa, którą opisałam zawiera wszystko czego dusza zapragnie: mamy trochę wysiłku fizycznego, cieszące oko widoki, romantyczne ruiny, zdobyty szczyt no i lokal, w którym możemy nabrać sił przed dalszą drogą.





Zapomniałam o najważniejszym: patrzcie pod nogi, bo ja natknęłam się na dwie żmije zygzakowate. W jedną prawie bym weszła. Pamiętajcie, że żmija nie atakuje bez powodu. Jeśli jednak wasze spotkanie z wężem było zbyt bliskie to należy jak najszybciej udać się do placówki medycznej bądź wezwać pogotowie w celu podania surowicy. Ponadto trzeba unieruchomić ukąszoną część ciała i ułożyć tak by znajdowała się niżej niż serce. Jeżeli jest to ręka to trzeba zdjąć biżuterię. Dotychczas było wskazane założenie opaski uciskowej, jednak jej niewłaściwe umiejscowienie może doprowadzić do niedokrwienia, więc najlepiej owinąć ranę bandażem. NIE NALEŻY wysysać jadu, ani rozcinać rany, można ją ewentualnie przemyć wodą. Oczywiście do czasu podania surowicy należy stale monitorować funkcje życiowe ukąszonego.




1 komentarz:

  1. wycieczka o lekkim zabarwieniu hardcorowym:P świetny wpis, trzymaj tak dalej ;) Martens

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)