Strony

poniedziałek, 21 listopada 2016

Trutnov - Duch Gór - Twierdza Stachelberg

  
Żółty, z dziurami, idealny do kanapek, przysmak myszki Jerry (bo Myszka Miki raczej go nie jadła), najlepiej smakuje smażony. Podobno bardzo kaloryczny, ale kto by się tym przejmował. Telefonicznym Wyprawom na pewno nie spędza to snu z powiek, więc gdy tylko nadarza się okazja ruszają na podbój Czech – królestwa sera w panierce. 




Pierwszy punkt wyprawy to Trutnov – miasto w północnych Czechach, w kraju hardeckim, położone nad rzeką Úpa. Nazwę miasta można tłumaczyć na kilka sposobów. Mi najbardziej podoba się wersja, że nazwa „Trutnov” wywodzi się od rycerza von Trautnav (czes. Trut), który w swym męstwie pokonał olbrzymiego smoka. Wizerunek dzikiej bestii do dziś jest symbolem miasta (tak jak w Krakowie Smok Wawelski). 




Z Trutnovem powiązany jest także inny bohater legend - Liczyrzepa znany również jako Karkonosz i Duch Gór. Jego postać umieszczona jest na szczycie fontanny znajdującej się w Krakonošovo náměstí czyli rynku Karkonosza. Jeżeli będziecie chcieli odwiedzić to miasto, to polecam kierować się bezpośrednio na Adršpach przez turystyczne przejście graniczne w Mieroszowie. W innym przypadku nadrobicie drogi. Idealnym dniem na spacer po Staré Město jest niedziela. Będziecie mogli niespiesznie podziwiać renesansowe i barkowe kamienice bez nadmiernych tłumów.

 





Drugim punktem wyprawy była Twierdza Stachelberg położona między Trutnovem a Žacléřem. Jest to jeden z największych obiektów artyleryjskich w Czechach. Twierdza wybudowana została w latach 1937-1938 by umocnić czechosłowacką linię obrony przed nazistami. Oczywiście nie było mi dane zwiedzić części podziemnej... Bo po co sprawdzać przed przyjazdem godziny otwarcia?... Teraz bogatsza o tę informację, dzielę się nią z wami: w okresie jesienno – zimowym twierdza jest udostępniana zwiedzającym jedynie w soboty między 10:00 a 17:00, w pozostałe dni tygodnia jest zamknięta. 






Mimo, że „pocałowałam klamkę”, to dobry humor mnie nie opuścił. Załapałam się na przepiękny zachód słońca, który dany mi było podziwiać z wieży widokowej wybudowanej w 2014 roku obok kompleksu Stachelberg. Ciekawostkę stanowi nazwa wieży, bowiem „Eliška” nawiązuje do postaci historycznej Elżbiety Ryksy – czeskiej i polskiej królowej, żony Wacława II.









Nie wiem kto wymyślił, aby na platformę widokową prowadziły ażurowe schody (jeżeli zaglądają tutaj panowie to wyjaśniam: ażur - zdobienie w danym materiale polegające na wycięciu dziur), ale Nobla bym mu nie przyznała... Domyślam się, że powodów montażu takich stopni może być kilka. A to, że lżejsze, bardziej wytrzymałe, łatwiejsze w montażu itd. Jednak dla wchodzącego z lękiem wysokości są skaraniem boskim. Dziwacznie musi wyglądać osoba (JA), która schodząc w dół patrzy przed siebie zamiast pod nogi i porusza się tempem wolniejszym od ślimaka. Szczególnie głupio mi było, gdy jakiś rodzic musiał tłumaczyć swojej na oko 4 letniej córce, że „nie mogą na razie wejść, bo Pani się boi i dlatego tak wolno schodzi”, na to mała odpowiedziała „eee ... ale ja się nie boję i wejdę, i będę szybsza”. Może ktoś sobie pomyśleć: po co baba pcha się tam gdzie nie powinna... ale jak można odmówić pięknym widokom?

I tą jakże uroczą i wzruszającą historią kończę dzisiejszy wpis :)

1 komentarz:

  1. Czytalem i czekam na wiecej! Marcin

    P.S Autor wpisu jak widać bo tak to jest jak syn przechwyci konto google ojcu :-)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)