Strony

wtorek, 14 lutego 2017

Waligóra – mój prawie Mount Everest



Jestem turystą-amatorem. Nie boję się zmęczyć ani pobrudzić, jednak daleko mi do wzoru górołaza. Stawiam na wygodę i prostotę. Uważam, że zwykłe adidasy wystarczą by wyruszyć na podbój świata (oczywiście czasami dodatkowe wyposażenie jest wskazane – o czym przeczytacie dalej). Posiadam za to wyobraźnię, która nie pozwala mi iść, tam gdzie braki w umundurowaniu bądź w sprawności fizycznej, mogą mieć wpływ na to czy cała wrócę do domu. Dlatego daleko mi do pewnego rycerza ortalionu, który w dresach i cichobiegach zdobywał zimowe Tatry (koniecznie poszukajcie filmiku na yt)... ale czasami daję się ponieść fantazji. Tyle tytułem wstępu. Czas na wyprawę, która rozpoczyna się śniegiem sięgającym po pas, a kończy ociepleniem klimatu.





 
07.01.2017r. Start i meta – Góry Suche, PTTK Andrzejówka. Cel początkowo nieznany. Po przybyciu na miejsce jak zwykle dylemat - ruszyć w górę czy w dół, lewo czy prawo (w dół zapraszam do Sokołowska). Uwagę przykuła strzałka z żółtym grotem, na której widnieje napis Waligóra – 10min... Domyślałam się, że będzie intensywnie... ale ja nie dam rady! ...


Nie dałam... Śniegu po pas, pod śniegiem lód i strome podejście. Stawiałam dwa kroki w przód, pięć zjeżdżałam w dół. I tak w koło. Nagle olśnienie - czemu głupia nie wzięłaś z domu kijków?... Po chwili w głowie zadźwięczała odpowiedź: „że przecież wyszłaś tylko na spacer, a nie górską wspinaczkę”... Po ponad półgodzinnej walce, sponiewierana przez śnieg, lód i choinki w końcu dałam za wygraną. Umorusana przeszłam drogę wstydu do samochodu. Nie tylko dlatego, że wyglądałam jak siedem nieszczęść, ale że zrezygnowałam z walki o szczyt (936m n.p.m. - może nie jest to Mount Everest, jednak tego dnia wyzwolił we mnie takie uczucia jakbym wspinała się w Himalajach). Odjeżdżając pomyślałam: tak łatwo się nie poddam – zdobędę zimową Waligórę.
Przez prawie tydzień po wyprawie znajdowałam w domu świerkowe igły. Musiałam całkiem sporo wynieść ich z lasu ;)




 
Piękna pogoda weekendowego stycznia czmychnęła mi koło nosa. Pierwszy termin jaki mogłam poświęcić na terenowe wojaże nadszedł dopiero na początku lutego. 04.02. ubrana ciepło, pełna energii i zapału ruszyłam w stronę Andrzejówki. Jednak tym razem zmieniłam taktykę. Mój genialny plan obejmował obejście góry i wspięcie się na nią z innej strony. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Po około 4 km wędrówki, cykałam zdjęcie pod tabliczką informującą, że właśnie znajduję się na Waligórze. Radość nie trwała długo - teraz trzeba wrócić. I tu miałam dwie opcje do wyboru: niebieski szlak, który da się przejść spacerkiem, bądź żółty, który miesiąc wcześniej mnie pokonał. Wybór był prosty – żółty. Już raz schodziłam tym szlakiem, więc czemu by nie zrobić tego ponownie. Tym bardziej, że strzałka z żółtym grotem znowu mamiła 10 minutami. Zejście było dość wymagające. Okazało się, że za pierwszym razem nie doszłam nawet do połowy drogi, co utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że podjęłam wtedy dobrą decyzję. Bliskie kontakty z ziemią, śniegiem i drzewami sprawiły, że znowu wracałam do auta jako obraz nędzy i rozpaczy. Jedyne co się zmieniło to to że na mojej twarzy gościł uśmiech od ucha do ucha.



Jeżeli jesteście takimi turystami-amatorami jak ja i chcecie podjąć wyzwanie to żółty szlak czeka. Wejście bez kijków jest sporym wysiłkiem, a przy zejściu należy uważać na korzenie i gałęzie ukryte pod śniegiem, ale duma z pokonania trasy jest bezcenna (mimo, że tylko schodziłam:)

P.s. Pierwsza wyprawa – zdjęcia z drzewami przykrytymi śniegiem. Druga wyprawa - drzewa bez śniegu, ewidentne ocieplenie klimatu.






4 komentarze:

  1. Cześć Górom . Również jestem turystą amatorem , choć udało mi się zdobyć Koronę Gór Polskich , to Waligórę na pewno zapamiętam do końca życia , bo jest to góra na której podczas schodzenia żółtym szlakiem złamałem nogę,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gratuluję zdobycia Korony Gór Polskich. Mam nadzieję, że z nogą jest już wszystko w porządku i że przygoda na żółtym szlaku nie zniechęciła do kolejnych wypraw w góry.

      Usuń
  2. Zawzięta jesteś, jednak Waligórę zdobyłaś. Być może dobrze, że nie za pierwszym razem, bo jednak w takich warunkach pchać się nawet w niewielkie góry jest niebezpieczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze, że nie za pierwszym razem, bo mogło to się skończyć tak jak u "Anonimowego" lub gorzej.

      Usuń

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)