Strony

czwartek, 25 maja 2017

Katowice w 2 godziny


Ostatnio bardzo modne stały się wszelakie zagadnienia związane z rozwojem osobistym. Z każdego zakątka Internetu wyskakują cytaty motywacyjne, obcy ludzie mówią jak powinno wyglądać MOJE życie, co powinnam zrobić, by osiągnąć szczęście lub by zostać milionerem... A ja się pytam skąd oni mogą to wiedzieć? Przecież mnie nie znają! Nie wiedzą co sprawia mi radość, a co mnie zasmuca, jak wygląda mój dzień, jaki mam bagaż doświadczeń, jak zostałam wychowana itd. A przede wszystkim nie zamienili ze mną ani słóweczka. Przemierzając bezkresną otchłań wirtualnego świata, dowiedziałam się między innymi, że jestem bardzo top trendy, ponieważ staram się uprawiać coś dumnie nazwanego „slow life”. Nurt ten propaguje życie w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami, skupienie się na tym co ważne i cieszenie się chwilą. Nie potrzebuję fikuśnej nazwy, by stwierdzić co jest dla mnie istotne, ale czasami zdarza się tak, że mimo usilnych starań wrzucania na luz, muszę biec i nie mam wpływu na to, co mnie spotyka. Jestem uzależniona od różnych warunków zewnętrznych - od ludzi, od matki natury itp... W przeciągu ostatniego miesiąca nałożyło się na siebie kilka takich czynników, czas mnie nie rozpieszczał, byłam tutaj mało aktywna, a i telefoniczne wyprawy nie należały do najdłuższych. I dlatego zrodził się pomysł na post o wyprawie instant, takiej (cytując reklamę Lidla) „to go”. Więc jeżeli tak, jak ja zbłądzicie w okolicach Katowic, a wasz zegarek będzie wskazywać dwie godziny wolnego czasu to zachęcam do szybkiej wyprawy śladami robotników i przybyszów z innej planety.