Strony

czwartek, 25 maja 2017

Katowice w 2 godziny


Ostatnio bardzo modne stały się wszelakie zagadnienia związane z rozwojem osobistym. Z każdego zakątka Internetu wyskakują cytaty motywacyjne, obcy ludzie mówią jak powinno wyglądać MOJE życie, co powinnam zrobić, by osiągnąć szczęście lub by zostać milionerem... A ja się pytam skąd oni mogą to wiedzieć? Przecież mnie nie znają! Nie wiedzą co sprawia mi radość, a co mnie zasmuca, jak wygląda mój dzień, jaki mam bagaż doświadczeń, jak zostałam wychowana itd. A przede wszystkim nie zamienili ze mną ani słóweczka. Przemierzając bezkresną otchłań wirtualnego świata, dowiedziałam się między innymi, że jestem bardzo top trendy, ponieważ staram się uprawiać coś dumnie nazwanego „slow life”. Nurt ten propaguje życie w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami, skupienie się na tym co ważne i cieszenie się chwilą. Nie potrzebuję fikuśnej nazwy, by stwierdzić co jest dla mnie istotne, ale czasami zdarza się tak, że mimo usilnych starań wrzucania na luz, muszę biec i nie mam wpływu na to, co mnie spotyka. Jestem uzależniona od różnych warunków zewnętrznych - od ludzi, od matki natury itp... W przeciągu ostatniego miesiąca nałożyło się na siebie kilka takich czynników, czas mnie nie rozpieszczał, byłam tutaj mało aktywna, a i telefoniczne wyprawy nie należały do najdłuższych. I dlatego zrodził się pomysł na post o wyprawie instant, takiej (cytując reklamę Lidla) „to go”. Więc jeżeli tak, jak ja zbłądzicie w okolicach Katowic, a wasz zegarek będzie wskazywać dwie godziny wolnego czasu to zachęcam do szybkiej wyprawy śladami robotników i przybyszów z innej planety.




 
Czy wiecie co to jest familok? Nie? Już tłumaczę - jest to budynek mieszkalny, wielorodzinny powstały w odpowiedzi na potrzeby mieszkaniowe ludzi zatrudnionych w przemyśle - górników, hutników itp. Familoki wchodzą w skład osiedli robotniczych. Cechą charakterystyczną tych budynków jest to, że są zbudowane z cegły. Górnośląskie familoki wyróżniają się z tłumu tym, że framugi okien i parapety mają pomalowane na czerwono. By zobrazować wam jak to faktycznie wygląda, zapraszam do Nikiszowca.

Nikiszowiec – osiedle w jednej z dzielnic Katowic. Powstało na początku XXw. według projektu Georga i Emila Zillmannów. Jego nazwa pochodzi od szybu „Nickisch”, który należał do kopalni „Geische” (dziś kopalni „Wieczorek”). Obecnie osiedle jest uznane za Pomnik Historii. Z ciekawostek architektonicznych: zbiory bloków połączone są z sąsiednimi przy pomocy zadaszonych mostków, by w niepogodę można było odwiedzić sąsiada suchą nogą. Ponadto każdy portal wejściowy do bloku jest inny – może to być wyrazem artyzmu albo racjonalizmu - ciężko trafić na rauszu do odpowiedniej bramy, gdyby wszystkie były takie same. Miejscowi mówią, żeby nocą nie błąkać się po osiedlu, bo łatwo można zarobić guza, ale może to tylko takie straszenie przyjezdnych - na pewno jest monitoring i zawsze kręci się jakiś turysta. Moim zdaniem urok Nikisza tkwi w skali zabudowań. Przeważnie mamy do czynienia z pojedynczym budynkiem przemysłowym, a tu całe osiedle jest z czerwonej cegły: bloki mieszkalne, sklepy, poczta, apteka, fotograf, kościół. Naprawdę wszystko. Magiczne miejsce, nawet w pochmurny dzień. Zwiedzając, miałam pewne opory przed robieniem zdjęć, ponieważ głupio pstrykać cudze okna i balkony, ale szybko się z nimi uporałam. Mam nadzieję, że mieszkańcy są już przyzwyczajeni do przyjezdnych, którzy najchętniej wprosiliby się na obiad z modrej kapusty, klusek i rolady. Obok Nikiszowca znajduje się Giszowiec. Kolejne osiedle związane z przemysłem górniczym. Jednak nie jest ono tak atrakcyjne wizualnie jak Nikisz. Wśród wieżowców ukryte zostały parterowe domki, a raczej wieżowce szczelnie obrosły budynki z nutą ludowości. Przez Giszowiec tylko przejechałam. Dosyć mocno padało, a widok zza szyby pokrytej kroplami deszczu nie skusił mnie na tyle, by wysiąść z samochodu.








Po Nikiszu swoje drobne stópki skierowałam w stronę innej architektonicznej atrakcji Katowic - daru kosmitów dla ludzkości. Jeżeli przyjechaliście tylko na chwilę do niegdysiejszego stalinogrodzkiego rynku, to polecam zostawić samochód w Galerii Katowickiej – 2 godziny parkingu są for free, no i jesteśmy w samym centrum. Nim na własne oczy ujrzymy ikonę Katowic musimy przejść przez rzekę i minąć Pomnik Powstańców Śląskich. Rzeka jak rzeka – niby nic specjalnego, ale na Śląsku zrobiono z niej atrakcję. Rawa została odkryta i teraz każdy przechodzień może przycupnąć na leżaku i odpocząć nad jej brzegiem. Natomiast moją uwagę przykuł kontrast między tym, co odnowione i wyeksponowane, a tym, co nie do końca wpisuje się w piękny obrazek - gdy przejdziemy na drugą stronę ulicy, rzeka przestaje płynąć nowym korytem i cichcem czmycha między obdrapanymi kamienicami.






Pierwszym pomnikiem, który mamy możliwość podziwiać w drodze do Spodka, jest Pomnik Harcerzy Września. Wykonany z brązu w 1983r., powstał ku pamięci harcerzy poległych w latach 1939 – 1945. Kilka kroków później z oddali wyłania się stalowy Pomnik Powstańców Śląskich, który został wybudowany w 1967 roku (data odsłonięcia) na miejscu cmentarza żołnierzy Armii Czerwonej. Przedstawia on trzy orle skrzydła, które upamiętniają zrywy zbrojne Ślązaków przeciw okupacji niemieckiej (lata 1919-1921). Ludność walczyła o to, żeby Górny Śląsk należał do Polski. W parku obok znajduje się kolejny pomnik. Z daleka próbowałam zgadnąć kogo przedstawia. Wierzcie mi, że obstawiałam nawet Kaczyńskiego (ale ja niedowidzę:). Z bliska okazało się, że jest to pomnik generała brygady Wojska Polskiego i wojewody śląskiego Jerzego Ziętka (1901 - 1985), który przyczynił się do budowy wielu obiektów w województwie. Między innymi pozyskał z Warszawy środki na stworzenie Pomnika Powstańców Śląskich.




 
Zwieńczeniem szybkiej wycieczki jest Spodek oraz Międzynarodowe Centrum Kongresowe, którego zewnętrzna konstrukcja przypomina futurystyczne pole golfowe. Unidentified Flying Object to nic innego jak hala widowiskowo – sportowa, której budowa trwała około 7 lat, a zakończona została w 1971 roku. Obiekt zaprojektowali warszawscy architekci, elementem wyróżniającym halę jest dach wykonany w koncepcji tensegrity, która łączy ze sobą elementy sztywne z wiotkimi (np. pręty połączone z linami). Wdrapując się na szczyt centrum kongresowego możemy podziwiać część panoramy katowickiego śródmieścia, na lewo góruje szyb kopalniany, który należy do Muzeum Śląskiego, ale na zwiedzenie jego murów 2 godziny nie wystarczą. Koniecznie trzeba, a raczej należy odwiedzić Katowice ponownie.



P.s. Po przeczytaniu wpisu stwierdzam, że ma on ewidentnie wymiar edukacyjny, dlatego postanowiłam wzbogacić waszą wiedzę (swoją też) o kolejne słówka z gwary śląskiej:
- hasiok – śmietnik
- ajnwajong – parapetówka
- do zadku – do tyłu
- Jo Ci Przaja – Kocham Cię
Więcej znajdziecie tutaj: gryfnie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)