Strony

wtorek, 4 lipca 2017

50 twarzy Starej Kopalni



Krytykowanie czy chwalenie? Co bardziej motywuje? Np. ciągła krytyka prowadzi do frustracji i zniechęca, a lawina zachwytów sprawia, że ego rośnie do rozmiarów płetwala błękitnego (długość do 33m, masa do 190 ton). Jak znaleźć złoty środek pomiędzy takimi zachowaniami? Czy w ogóle jest to możliwe? Podobno istnieje coś takiego, jak konstruktywna krytyka, ale jeszcze nie spotkałam osoby, która stosowałaby ją w praktyce. Najczęściej krytycznym okiem patrzymy na siebie i swoje otoczenie. Obcym trochę pobłażamy.


Wyjaśnię to na przykładzie: Impreza - kobieta przyszła ze swoim wyborem życiowym i przyjaciółmi. Jak to na takim spędzie bywa, alkoholu nie wylewa się za kołnierz. Gdy procenty zaczynają tańczyć po ciele, a biesiadnicy przestają kontrolować swoje zachowanie, nasza bohaterka patrzy na swojego mężczyznę i mężczyznę koleżanki. Obaj pijani jak bela, seplenią i ledwo trzymają pion. Jednak w oczach kobiety różnią się znacząco: jej parter przeistoczył się w chama i prostaka, który nie zna umiaru i nie potrafi zachować się w towarzystwie, natomiast boyfriend psiapsiółki to uroczy miś, który jest tak bardzo zabawny, gdy trochę wypije. Nie ma znaczenia, że obaj zachowują się tak samo. Ot takie podwójne standardy.





Kocham swoje miasto, nie uważam je za idealne, dostrzegam jego wady i może czasami je wyolbrzymiam, ale gdy słyszę niepochlebną opinię na jego temat, przemieniam się w wilczycę szczerzącą kły, która chroni swoje młode. Każde miasto ma dwa oblicza, nowe przeplata się ze starym, bieda z bogactwem, brzydota z pięknem. Nie ma znaczenia czy jesteśmy w Wałbrzychu, we Wrocławiu czy w Warszawie. W swoich wpisach staram się być obiektywna. Chociaż wszystko zaczyna się od myśli w mojej głowie, więc nieświadomie, automatycznie narzucam swoją mapę na to, co wystukam na klawiaturze komputera.

Dziś chciałabym przedstawić Tobie miejsce w Wałbrzychu, które budzi we mnie skrajne emocje. Nie wiem czy krytykować je, czy chwalić? Dlatego stworzyłam (najbardziej obiektywny ze wszystkich subiektywnych) post pt.: „50 twarzy Starej Kopalni”.

Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia, bo o nim będzie mowa, powstało na terenie Kopalni Węgla Kamiennego Julia. Po zamknięciu kopalni w 1996 roku pierwszym tworem, który korzystał z pozostawionych zabudowań, było Muzeum Przemysłu i Techniki. W 2009 roku muzeum weszło w skład Parku Kulturowego Stara Kopalnia, a obecną formę można podziwiać od 2014 roku.









Nie będę opowiadać historii wałbrzyskiego górnictwa, ponieważ najlepiej zrobią to przewodnicy Starej Kopalni – byli górnicy, którzy na własnej skórze doświadczyli trudów przemysłu kopalnianego rozwijającego się (i upadającego) na terenie miasta. Podzielę się za to moimi odczuciami na temat całej instytucji. Nawiązując do piosenki Kayah pt.: „Jeśli Bóg istnieje”: … nocy tej wtem przebudzą się kobiety dwie, jedna turystka wyleje achów lawinę, druga to mieszkanka, mieszkanka Wałbrzycha przeklnie Centrum imię...
Nie uważam, że rewitalizacja kopalni była złą inwestycją. Jestem za tym, żeby dawać drugie życie przedmiotom i obiektom, które czasy świetności mają już za sobą. Lepsza nowa stara kopalnia, niż zaniedbany i popadający w ruinę zabytek architektoniczny. Ale tak, jak z każdą inwestycją bywa, nie została ona poczyniona tylko po to, by cieszyć oko, lecz by przynosić zysk. Tak jak maklerzy giełdowi nie inwestują pieniędzy w fundusze po to, by roztrwonić środki lecz by wypracować jak największe korzyści finansowe dla uczestników funduszu… I w tym momencie pojawiają się pytania: Czy miasto stać na taki obiekt? Czy Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia zarabia na siebie? Szczerze? Wątpię w to. Nie znam dokładnych danych, nie będę też robić tutaj analizy finansowej, ale każdy wie (nawet przyjezdni), że Wałbrzych do najbogatszych miast w Polsce nie należy, za to wygrywa w rankingach na najbardziej zadłużone. Więc centrum na pewno nie jest kurą znoszącą złote jaja, a jego utrzymanie sporo kosztuje. Tylko kto ponosi te koszty?










Stara Kopalnia to nie tylko muzeum. Na jej terenie odbywają się przeróżne eventy. Otwarcia i zamknięcia sezonów letnich, zimowych, rowerowych itp., Kopalnia Kolorów, Metal Mine i jeszcze kilka innych zbiorowych imprez. No i fajnie. Cieszę się, że w moim mieście coś się zadziewa, ale też zadaję sobie pytanie: Czemu tego wszystkiego nie było przed 2014 rokiem? Nie byliśmy godni, czy co? Wszystkie masowe imprezy, które kiedyś były organizowane sukcesywnie, z roku na rok, likwidowano. Bajeczka o tym, że nie było gdzie, mnie nie przekonuje, ponieważ miejsca ci u nas dostatek. Więc tell my why?...
Takich pytań bez odpowiedzi mogę stworzyć jeszcze kilka, ale czy wpłyną one na Twoją decyzję odnośnie odwiedzenia Centrum? Raczej nie, dlatego zacznijmy zwiedzanie.
Odremontowana część Starej Kopalni robi wrażenie. Zresztą ta nieodremontowana też, ale o tym później. Fasady zabudowań są pięknie pomalowane. Na całym terenie muzeum rozlokowane są wagoniki, lokomotywy, koła pędne i inne elementy maszyn wyciągowych. Wszystko wygląda estetycznie. Parking jest darmowy. Wejście kosztuje 20 zł – bilet normalny, 15 zł – bilet ulgowy. Uważam, że cena jest adekwatna do tego, co możemy zobaczyć. Chociaż jako turystka wolałabym, by wszystkie miejsca przeznaczone do zwiedzania były za darmo, ale pomarzyć zawsze można. 








Początek przygody z wałbrzyskim górnictwem rozpoczyna się w „Welcome Center”, przy tablicy, na której wieszano marki (każdy górnik miał swój indywidualny znaczek, który zabierał ze sobą pod ziemię, a kiedy kończył szychtę, odwieszał go na specjalną tablicę pod przypisanym numerem, brak marki oznaczał, że górnik nie wyjechał na powierzchnię). I tu następuje pierwszy zgrzyt - punkt zbiórki ulokowany jest koło wejścia do kas i kawiarni „Sztygarówka” oraz zejścia do toalet - ludzie wchodzą i wychodzą, przeciskają się na schodach, debatują nad tym gdzie jest kasa i ile kosztuje bilet, no i oczywiście udają się zaspokoić potrzeby fizjologiczne (nic zdrożnego, ale chodząca suszarka do rąk mogłaby obudzić zmarłego). Te wszystkie dodatkowe bodźce sprawiają, że zrozumienie słów przewodnika to nie lada wyzwanie. Jeśli zaś chodzi o samą osobę oprowadzającą, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Dalej wycieczka kieruje się do łaźni łańcuszkowej, którą uważam za rozległy i z powikłaniami strzał w kolano. Pamiętam jak x lat do tyłu brudne ubrania górników wisiały pod sufitem - niesamowite wrażenie. Obecnie można podziwiać tylko zdjęcie owego wspomnienia i odmalowaną na biało salę ze sceną na środku (gdzieś te wszystkie eventy trzeba organizować). Uważam, że coś, co stanowiłoby unikatową atrakcję Starej Kopalni, coś o czym ludzie opowiadaliby po powrocie do domu, przekształcono w salę bez wyrazu. Nie powinna być ona nawet pokazywana. Bo to tak jakby machać psu kością przed nosem i nagle ją zabrać.
Podobne odczucia budzi we mnie sala z artefaktami górnictwa. Niby wszystko jest, ale jakoś biednie. Spora sala, białe ściany – klimat trochę szpitalny. Podejrzewam, że niejeden wałbrzyski pasjonat przemysłu kopalnianego ma obszerniejsze zbiory na strychu, niż Stara Kopalnia w muzeum. Na uznanie zasługują zdjęcia, które dobitnie obrazują trud pracy pod ziemią.









Koniec z marudzeniem, teraz będę chwalić. Maszynownia i kuźnia zasługują na 5 z plusem. Olbrzymie sprzęty budzą respekt. Starałam sobie wyobrazić, jak to wszystko wyglądało, gdy było wprawione w ruch. Jednak mój mózg nie ogarnia audio, które temu towarzyszyło. Jedynie domyślam się, że hałas był przeraźliwy. Obecnie, przy maszynach, najmłodsi mogą z różnych dźwięków skomponować własny utwór lub ułożyć puzzle i rozwiązać quiz – taka atrakcja multimedialna. Fajna sprawa, chociaż czasu przy standardowym zwiedzaniu jest za mało, by każdy mógł się pobawić.
Największe wrażenie zrobiło na mnie otoczenie szybu Julia. Dowiedziałam się jak wyglądał proces wydobywczy. Możliwość oglądania za szybą tego, co było przed 2014 rokiem radowała moje serce. Dobrze, że nie starczyło pieniędzy na renowację i zaadoptowanie całości, bo duch kopalni mógłby całkowicie się zgubić w tych białych murach. Nie dziwię się, że turyści chcą pochodzić po nieodremontowanej części. Też mi zaświtała taka myśl, ale byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne zachowanie.
Następnym punktem zwiedzania jest wieża ekologii – nie wiem, czy została zbudowana z ekologicznych materiałów, ale na pewno pozwala zwiedzającym zobaczyć jaki Wałbrzych jest piękny. Spacer 360 stopni na platformie, sprawia, że od zielonego kręci się w głowie. Roślinne płuca są wszędzie. Po prostu cudo.








Zwiedzanie kończy się na podziemiach - trasa trochę przechodzona, ale mam nadzieję, że zostanie ona bardziej uatrakcyjniona. Zaskoczeniem była dla mnie legenda o małym Hansie, której do tej pory nie znałam.





I jak? Krytykować, czy chwalić? Mam nadzieję, że udało mi się wypracować kompromis między tymi dwoma pojęciami. Stara Kopalnia, nie jest 8 cudem świata, jednak zasługuje na miano atrakcji turystycznej. Życzę sobie, by Wałbrzych dalej rósł w siłę turystyczno - rekreacyjną. Z niecierpliwością czekam na wieżę widokową na Borowej.
A Ciebie drogi czytaczu zachęcam do przekonania się na własne oczy i do podzielenia się spostrzeżeniami na temat Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zapraszam do pozostawienia komentarza. Będzie mi niezwykle miło:)